Kontekst nie trafia do delivery
Ustalenia zostają w callach, notatkach i wątkach zamiast zamieniać się w scope i kolejne kroki.
Pomagam usuwać bottlenecki w scope'owaniu, handoffach i workflow, żeby zespół dowoził szybciej i spokojniej.
Ustalenia zostają w callach, notatkach i wątkach zamiast zamieniać się w scope i kolejne kroki.
Bez narzędzi wewnętrznych, guardrailów i sensownej automatyzacji zespół przepycha pracę zamiast ją przyspieszać.
Potrzebujesz osoby, która śledzi narzędzia i metody, wybiera to, co warto wdrożyć, i podnosi tempo zespołu bez resetowania jego sposobu pracy.
Rozmowy z klientem zamieniają się w pierwszy scope, zamiast ginąć w notatkach.
Warstwa pracy od pomysłu i specyfikacji do kodu, review i deployu.
Zmniejsza ręczny ciężar w operacjach tam, gdzie admin zaczyna blokować delivery.
Harness do testowania promptów, tool-calli i zachowania agentów przed produkcją.
To embedded enablement osadzone w delivery, nie osobna usługa szkoleniowa.
Patrzymy, gdzie ginie kontekst między decyzją, scope'em i wykonaniem.
Porządkujemy handoffy, narzędzia i zasady pracy wokół realnego wąskiego gardła.
Wdrażamy, testujemy i skracamy drogę od ustalenia do działającego efektu.
Pomagam uporządkować to, co dzieje się między decyzją a wdrożeniem: scope, handoffy, workflow i narzędzia wewnętrzne.
Jedno i drugie. Zaczynamy od znalezienia bottlenecku, ale celem jest działająca zmiana, nie slajd.
Nie. Pomogę wam zaplanować, gdzie AI ma sens, jak wdrożyć je mądrze i jak podnieść kompetencje zespołu w pracy z odpowiednimi narzędziami.
Zbierz informacje, z jakich narzędzi AI korzystają dziś wasi programiści, jakie mają kompetencje w obszarze AI i jak wygląda ich praktyczna wiedza o LLM-ach.
Tak, ale w ramach wspólnego delivery. Celem nie jest warsztat o AI, tylko to, żeby po wdrożeniu zespół lepiej rozumiał decyzje, guardraile i kolejne kroki.
Gdy problemem nie jest execution, tylko brak decyzji i ownershipu po stronie biznesu.
Technologia fascynowała mnie od dawna. AI też — dużo wcześniej, zanim stało się obowiązkowym tematem każdego internetu. Ale przez długi czas bardziej interesowało mnie to, jak system działa naprawdę, niż jak się o nim mówi.
Ta strona to krótka, spokojna wersja tej drogi: od studiów i backendu, przez pracę z dużymi zbiorami danych, DevOps i narzędzia wewnętrzne, aż do momentu, w którym przeszedłem w AI w pełni i zostałem przy systemach agentowych oraz harnessach.
Ukończyłem Wojskową Akademię Techniczną w Warszawie na kierunku Data Science. To był dla mnie ważny punkt wyjścia, bo porządkował coś, co czułem już wcześniej: technologia i AI nie były dla mnie chwilową fascynacją, tylko obszarem, do którego naturalnie wracałem.
Nie interesowała mnie sama narracja o przyszłości. Bardziej to, czy da się zbudować coś, co naprawdę działa, jest odporne na chaos i nie rozpada się przy pierwszym kontakcie z realnym użyciem.
Pracowałem jako backend engineer i obsługiwałem duże zbiory danych. To był dobry trening pokory. Przy takiej pracy szybko widać, że system nie może być „prawie poprawny”. Musi być przewidywalny, stabilny i czytelny wtedy, kiedy naprawdę coś od niego zależy.
To doświadczenie zostało ze mną do dziś. Nawet kiedy myślę o AI, nadal patrzę na nie przez pryzmat workflow, niezawodności i jakości wykonania, a nie tylko przez samą warstwę modelową.
Z backendu przeszedłem też w stronę DevOpsu i tworzenia wewnętrznych narzędzi. Dzięki temu zacząłem patrzeć nie tylko na pojedynczy fragment systemu, ale na całość — przepływ pracy, ograniczenia, miejsca tarcia i to, jak ludzie naprawdę używają technologii.
To był ważny etap, bo właśnie wtedy AI przestało być dla mnie tylko interesującą dziedziną. Zaczęło wyglądać jak coś, co da się sensownie wpiąć w realne procesy — pod warunkiem, że podejdzie się do tego serio.
Zacząłem eksperymentować z różnymi narzędziami i bardzo wcześnie budować własne systemy RAG. Interesowało mnie nie tylko to, co model potrafi powiedzieć, ale jak zachowuje się cały układ: kontekst, retrieval, ograniczenia, błędy, jakość odpowiedzi i to, czy można nad tym realnie zapanować.
W pewnym momencie stało się jasne, że nie chcę już być „blisko AI”. Chciałem wejść w nie w pełni — i to zrobiłem. Nie jako zwrot w stronę trendu, tylko jako naturalny ciąg dalszy tego, co wcześniej dawało mi sens: budowania systemów, które mają działać w prawdziwej pracy.
Najbardziej interesuje mnie ten obszar AI, w którym sama inteligencja nie wystarcza. Potrzebne są jeszcze sterowanie, evaluacja, testowanie, kontrola jakości i dobre wpięcie w workflow. Właśnie dlatego naturalnie trafiłem do agent systems i harnessów.